Dlaczego branża SEO produkuje „gówno marketing”

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak naturalny krajobraz rynkowy — generujemy całe ilości gównowartościowego kontentu. Każdy tworzy wpisy typu „Branża + Miasto”, zapominając, że czasy spamowania treścią skończyły się już dawno.

W rzeczywistości to relikt modelu, który powstał w zupełnie innych warunkach technologicznych i biznesowych.

Dziś wielu klientów wybiera usługi, które ładnie wyglądają na papierze, a w rzeczywistości nijak mają się do realiów rynkowych. Często słyszysz:

„Fraza + miasto to nie tylko słowa kluczowe — to przepustka do klientów” Wpisz w wyszukiwarkę „Dowolną frazę + miasto” i zobacz, kto rządzi lokalnym światem online.

Prawda jest taka, że nie rządzi tam żadna z tych firm. To spam i frazy, po których łapiemy coraz mniej zleceń. O ile w przypadku Map Google taka strategia ma jeszcze jakiś sens, o tyle dla większości ogólnopolskich biznesów to zwyczajna marketingowa ściema, którą niestety nadal kupuje spora część rynku.

Marketing nigdy jeszcze nie był tak łatwy...

Paradoks polega na tym, że marketing nigdy jeszcze nie był tak dostępny jak dziś. To dziś są najlepsze czasy, żeby wybić się na rynku. A mimo to nadal obserwujemy dokładnie ten sam schemat rodem z 2010 roku. Mamy wysyp lokalnych firm świadczące usługi gównomarketingu dla wielu biznesów — wszystkie na tym samym miernym poziomie.

Jak wygląda model marketingowy?

  • Przyspamujemy linkami z katalogów.
  • Wizytówki NAP — przecież Google musi wiedzieć, gdzie znajduje się nasza firma.
  • Potem jakieś podrzędne wpisy na blogaskach, których nikt nie czyta, bez nawet najmniejszego pomysłu, po co to wszystko.

Do tego wizytówka Google z kilkoma wpisami oferującymi usługi w konkretnej lokalizacji — dokładnie tak samo jak w każdej innej branży. Produkujemy tego gówno-kontentu całą masę. Kontentu, którego nikt nie czyta i który nie ma wpływu na nic.

Największy problem: nikt nie wie, czy to działa

O zgrozo — część agencji zaczyna już powoli rozumieć, że dalsze sprzedawanie tego modelu nie ma sensu. Cicho, ukradkiem, często bez mówienia o tym klientom.

Bo pojawia się jedno bardzo niewygodne pytanie.

Jak właściwie ocenić, czy to wszystko działa?

Czy linki działają?
Czy wpisy na blogu działają?
Czy kolejne teksty SEO mają realny wpływ na biznes?

Najczęściej jedyną prawdziwą miarą jest stan konta klienta. A ten przez większość czasu maleje proporcjonalnie do długości trwania umowy SEO. A jeśli sprzedaż nie rośnie, zawsze można powiedzieć, że „SEO to proces długofalowy”.

Problem nie leży w narzędziu

Największym paradoksem tej sytuacji jest to, że marketing nigdy nie był tak prosty technologicznie jak dziś.

Nigdy wcześniej:

  • produkcja treści nie była tak tania
  • dystrybucja nie była tak łatwa
  • narzędzia marketingowe nie były tak dostępne

A mimo to ogromna część rynku nadal działa dokładnie tak, jakby zatrzymała się w 2010 roku.

Schemat jest prosty:

Więcej wpisów, więcej linków, więcej podstron

I liczymy, że Google jakoś to wynagrodzi. Tylko dziś Google bardzo często nie dowozi wyniku.

Dlaczego ten model w ogóle powstał

Problem polega na tym, że ten model powstał w zupełnie innych realiach. W czasach kiedy produkcja treści była droga. Bardzo droga.

Trzeba było:

  • robić sesje zdjęciowe
  • kupować zdjęcia w bankach zdjęć
  • zatrudniać copywriterów
  • planować publikacje
  • angażować grafików i specjalistów SEO

Wyprodukowanie sensownej treści było kosztowne i czasochłonne. Dlatego małe firmy koncentrowały się na optymalizacji pod wyszukiwarki — to była najtańsza droga do ruchu. Ten model działałał w świecie, który już nie istnieje.

A mimo to wszyscy robią to samo

Największym problemem nie jest to, że branża SEO powstała na takich mechanizmach. Największym problemem jest to, że ogromna część rynku nadal je powiela. Robimy dokładnie to samo, co wszystkie firmy wokół.

Te same wpisy, te same frazy, te same strategie. I dziwimy się, że efekty są mizerne.

Prawda jest taka, że w wielu przypadkach SEO przestało być strategią a stało się rutyną, listą działań do wykonania, pakietem usług do sprzedania, z tego pwodu ogromna część rynku produkuje marketing, który wygląda dobrze w raportach, ale nie ma żadnego realnego znaczenia biznesowego dla małych firm.

SEO było kiedyś kanałem wzrostu. Dziś jest elementem większej konstrukcji zwanej marketingiem...

Przez lata SEO było stosunkowo prostą dźwignią. Dawało się oddzielić od reszty działań marketingowych i traktować jako autonomiczny silnik ruchu. Wystarczyło zwiększyć widoczność w wyszukiwarce, aby zwiększyć odwiedziny i grubość portfela.

Dziś ta zależność jest znacznie słabsza. Google coraz częściej ogranicza liczbę kliknięć. Treści generowane masowo przez AI zwiększają konkurencję szybciej niż rośnie popyt. Użytkownicy rozpoczynają proces wyszukiwania w różnych miejscach — w mediach społecznościowych, na platformach wideo, w marketplace'ach, a nawet w narzędziach konwersacyjnych (np. ChatGPT, Gemini).

W takich warunkach SEO przestaje być osobną usługą — staje się jednym z mniej znaczących elementów architektury marketingowej. Jeśli SEO nie jest zsynchronizowane z marką, produktem, doświadczeniem użytkownika i pozostałamy kanałami, nie generuje trwałej przewagi rynkowej — generuje tylko pozycje w comiesięcznych raportach.

A można inaczej... I o tym będą dalsze artykuły...

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że dziś naprawdę nie potrzeba wiele, żeby się wyróżnić.

Nie potrzeba gigantycznych budżetów. Nie potrzeba armii specjalistów.

Czasem wystarczy jedno: przestać robić dokładnie to samo, co wszyscy inni.

Bo jeśli robisz marketing identyczny jak konkurencja, to bardzo trudno oczekiwać innych rezultatów. A jeśli branża SEO nadal będzie powielać schematy sprzed dekady, to jedno pytanie będzie wracać coraz częściej: Czy SEO jeszcze działa?

Autor:

Rafał Jóśko

Kategoria: